Zdjęcie wspomnienie zrobione w nubijskim sklepie ze starociami w Asuanie. Wróciłam do niego jednak z przemyśleniem ponieważ przeglądając fotografie dobrze mu się przyjrzałam…i tym razem dostrzegłam o ironio! DWA KROKODYLE! Natchnęło mnie to do refleksji o przedmiotach, które posiadamy, lubimy…i NIE POTRZEBUJEMY INNYCH.

Opowiem Wam historię związaną właśnie z tymi okularami. Znalazłam je kilka lat temu w jednym z outletów. Nigdy w życiu nie kupiłabym ich z nowej kolekcji ponieważ drogie Lacoste byłyby dla mnie w absurdalnej cenie. To były moje pierwsze porządne okulary. Całe szczęście nie mam wady wzroku i wcześniej kupowałam takie zwykłe na straganie, wiecznie je gubiłam, wiecznie były porysowane.

Przebywając jednak często na intensywnym słońcu, postanowiłam, że muszę mieć coś lepszej jakości, aby jednak te oczy chronić. Okazało się, że kupiłam okulary swojego życia. Nawet rozmiar dobrany był dla mnie zupełnie z przypadku. Możecie się śmiać, ale mam tylko te jedne. Chodzę w nich od kilku lat i w Afryce mam je na nosie non stop bo inaczej nie jestem w stanie przy tym słońcu. Lubię je i zdecydowanie nie potrzebuję nowych.

Od wielu lat uczę się kupować przedmioty, które pasują do mojego stylu życia czy sposobu funkcjonowania. Nie jest to oczywiście proste, ponieważ długo…tak jak każdy zbierałam doświadczenie. Kiedy byłam nastolatką podobało mi się wszystko co było akurat nowe i modne. Jest to zupełnie normalne, bo to czas, w którym każdy człowiek uczy się życia. Był to też czas, w którym nie miałam możliwości kupienia sobie czegoś, jeżeli nie dostałam tego od rodziców. Wejście w dorosłe życie, pierwsza praca, również nie spowodowało u mnie nagłego oświecenia, bo wtedy starałam się dopasować do otaczającego mnie świata.

Recepty doskonałej nie ma. Jedno jest pewne, kupujemy mnóstwo przedmiotów, które potem okazują się być bezużyteczne, tak samo jak popełniamy błędy w różnych obszarach… prywatnych czy zawodowych. KIEDY SIĘ NAUCZYŁAM? Nie jestem w stanie na to pytanie odpowiedzieć, kiedy był ten moment. Pewnie było to tak samo jak na początku… proces… i daleka jestem od prowadzenia tzw. moralizatorskiej mowy. Zwyczajnie nie wiem i nie potrafię w tym temacie doradzić. W pewnym momencie jakoś do mnie dotarło i potrafię zadecydować czy potrzebuję czy nie…CUD…

Aktualna światowa sytuacja sprowadziła mnie również do punktu, w którym zastanawiam się co tak naprawdę jest nam niezbędne i do jakiego poziomu jestem w stanie bez czegoś funkcjonować. Dostaliśmy trudną lekcję. To co również zauważyłam na swoim przykładzie, to fakt, że potrafię zastąpić nie posiadanie czegoś w danym momencie innym rozwiązaniem. Niby proste i oczywiste, ale wcześniej nie było takiej potrzeby…zwyczajnie należało wpisać to na listę zakupów…Teraz pytanie co z resztą świata? Bo temat chciałabym pociągnąć dalej. Aktualny kryzys to nie żarty, w wielu miejscach na ziemi ludzie mają problem z zabezpieczeniem podstawowych potrzeb, a ja tu o jakichś okularach… Z nimi bowiem wiąże się jeszcze jedno zdarzenie właśnie z Afryki i o tym następnym razem…

Ps. Przedmioty to dla mnie opowieści o życiu. Z każdym związana jest jakaś historia…