O naszym domu w afrykańskim buszu, sposobie na życie, podejmowanych decyzjach, które zaprowadziły nas w wiele miejsc...

Jesteśmy parą, która zapragnęła pokazać Państwu jak wyjątkowe jest to miejsce.
Otaczają nas dzikie zwierzęta, z którymi człowiek nauczył się żyć w harmonii, bo to ONE były tu pierwsze.
To miejsce jest rezerwatem.
Nie mamy tu płotów, nie trzymamy zwierząt w zagrodach...to jest ich busz, ich naturalne środowisko. Przychodzą do nas kiedy chcą. Przyzwyczaiły się do naszej obecności, a my do nich.
Od lat podróżujemy po świecie szukając nowych pomysłów na życie i starając się czerpać z niego jak najwięcej. Pewnego dnia znaleźliśmy tu dom i własne...Życie jak w Afryce.
Tak oto narodził się pomysł, dzięki któremu możemy pokazać Wam część naszej codzienności. Spędzamy tu kilka miesięcy w roku, dzieląc nasze życie pomiędzy Europę i Afrykę.
Na stronie opowiadamy Wam o tym jak znaleźliśmy nasz Raj, jak wygląda codzienność w buszu, czym jest dla nas “czarny ląd” i dlaczego się w nim zakochaliśmy. Pokażemy Wam również kawałek naszej europejskiej rzeczywistości, odpowiadając na pytanie, dlaczego wybraliśmy właśnie taki sposób na życie.
Wszystkie zamieszczane zdjęcia oraz filmy są zrobione przez nas. Wkładamy w nie dużo serca, tak aby stały się esencją tego co chcemy przekazać. Każde zdjęcie, każdy film, każdy zamieszczany tekst, obrazuje to kim jesteśmy, jacy jesteśmy i do jakiego pięknego świata chcemy Państwa zaprosić...
Karolina i Grzegorz

POZNAJ HISTORIĘ RAJU

MARLOTH PARK...

Nie będzie tu dokładności Wikipedii,

fakty będą lekko sfabularyzowane.

Ale będzie to jednak historia prawdziwa.

Około roku 1970 nowy właściciel farmy graniczącej z Parkiem Narodowym Krugera zderzył się z ekonomiczną klęską. Kraj ogarnięty sankcjami całego świata ze względu na Apartheid nie potrzebował jeszcze jednego rolnika…. Nie miało znaczenia, że blisko 20km2 żyznej ziemi mogło produkować wiele. Aby zebrać trzeba zasiać, opylić, dbać, zapłacić pracownikom. Farma otoczona była innymi, o podobnej wielkości, działającymi od lat, przynoszącymi dochód. Po prostu nie dał rady, nie miał na inwestycje. Banki już czekały z komornikami…Ten smutny początek historii zaowocował jednak czymś co dzisiaj jest unikatem na skalę światową. To rezerwat przyrody w którym ludzie żyją w harmonii z afrykańskimi zwierzętami, które dla większości Europejczyków, Amerykanów, Australijczyków czy Azjatów kojarzą się

z ZOO i TYLKO z ZOO. 

Tylko, że właśnie to nie jest ZOO...
Farmę podzielono na 2 mniej więcej równe części- po 15 tysięcy hektarów… Część pierwsza miała z założenia być domem dla zwierząt groźnych jak lwy i bawoły. Jest nim do dziś. Mimo pozornie dużego rozmiaru była za mała dla słoni. Została całkowicie ogrodzona i służy jako przedłużenie ogródka przydomowego mieszkańców. To miejsce na wspólnego grilla czy przejażdżkę. Inna działalność ludzka jest zakazana. Limit dziennego wstępu na poziomie kilku aut. Zawsze można wjechać tam i przy odrobinie szczęścia spotkać Desy i Fluffiego (rezydujące tam dzikie lwy, są naszą dumą, a nie maskotką). Druga część gruntu została podzielona. Połowa ustalona jako Parkland, obszar naturalny wyłączony z jakiejkolwiek zabudowy. Drugą połowę geodezyjnie podzielono na prawie 2000 działek o potencjalnej możliwości zabudowy (do dziś zabudowane jest około 1000), o minimalnej powierzchni 1500m2 każda. Z przepisu zabronione jest stawianie płotów pomiędzy działkami. Kamienie geodezyjne wkopane w ziemie stanowią jedyną informacje gdzie kończy się Moje a zaczyna Twoje. Istnieje przepis o maksymalnej ilości m2 które można zabudować na działce (25% powierzchni, wliczając WSZYSTKO, krąg ogniskowy, obrys domu, wiatę czy ścieżkę). Dopuszczalny jest płot dookoła tarasu i wejścia. Założenie jest takie – to my dostosowujemy się do zwierząt żyjących z nami na jednej przestrzeni, a nie odwrotnie.
Czy to działa? Oceńcie sami…

To piszemy z PEŁNĄ odpowiedzialnością. Nie MA TAKIEGO DRUGIEGO MIEJSCA. To Marloth Park. Początki były trudne. Należało przekonać lokalne władze do projektu. Nie do budowy setek hoteli i campingów. Nie do budowy kolejnych luksusowych rezydencji. Do zgody na wprowadzenie ludzi do przyrody. Normalnych ludzi. Jak ja, jak czytający ten tekst. Nie mieszkańców rdzennych wiosek, ludzi z zewnątrz. Aby każdy mógł sobie kupić kawałek ziemi i wybudować niewielki domek według własnego planu. Kilka lat trwało zanim ktoś odważył się przybić pieczątkę. Chwała tym ludziom za odwagę i wiarę w wizję… 

Potem już poszło samo…

Przez wiele lat błąkaliśmy się po świecie szukając swojego miejsca. Oczywiście błąkanie jest bardzo przyjemne, jeżeli tylko masz zamiłowanie do podróży i odkrywania nowych miejsc. Znaleźliśmy nasz dom pozostawiony na pastwę losu w afrykańskim buszu właśnie tam. Dlaczego się w nim zakochaliśmy?
Bo miejsce złapało nas za serca…,
bo żyjąc tu mamy poczucie, że Marloth Park, czyli nasze miasteczko, jest eksterytorialnym Rajem…,
bo czas tu płynie inaczej…,
bo kochamy zwierzęta…,
bo wieczorami słyszymy ryk lwów…
bo mamy tu czas usiąść i posłuchać dżwięków buszu…

Marloth Park jest podporządkowany zwierzętom…czytaj dalej

Ludzie się mają dostosować. Kropka. Nie podoba się? Kup dom gdzieś indziej.

Poza brakiem płotów nie mamy zwierząt udomowionych. Psy i koty, idealnie pasujące do naszych cywilizowanych domów powodowały by tu jeden wielki konflikt.

Dzikie zwierzęta mają swobodne przemieszczać się między domami ludzi.

Wprowadzanie obcych dla tego obszaru gatunków zwierząt i roślin jest zakazane i egzekwowane.

Działki na granicy z Crocodile River bezpośrednio graniczą z Parkiem Narodowym Krugera. To nasz płot zewnętrzny, cały obrys ex-Farmy jest ogrodzony.

Pierwotnie nie było płotu między Parkiem Krugera, a Naszym terenem. Słonie, lwy, nosorożce i inni mieszkańcy Parku Narodowego zaglądały często do ludzkich sąsiadów.

Z ciekawości głównie.

Niewielka ilość posiadaczy domów (początkowo liczona w dziesiątkach osób) umiała ze zwierzętami postępować i nie generowała konfliktów.

Jednak wiadomości się rozniosły… Turyści z Johannesburga (4h samochodem), a potem z innych miast Kraju zauważyli unikalny charakter tego miejsca.

Bo to nie luksusowy hotel, to miejsce gdzie człowiek może postawić dom i w nim żyć. Może go udostępnić znajomym czy wystawić na booking.com.

Zaczął się napływ.

Pojawili się turyści. Niestety nie wszyscy wiedzieli jak się zachowywać spacerując polnymi uliczkami wśród groźnych (bo choćby większych od nas) zwierząt.

Dlatego od około 2005r istnieje już stałe ogrodzenie oddzielające nas od Parku Krugera na brzegu Crocodile River.

Choć nigdy nie było śmiertelnego wypadku dalsze przebywanie słoni

w ogródkach uznano za zbyt niebezpieczne.

Pamiętacie? Słoń King z Pustyni i w Puszczy… może i był łagodny ale czy przypadkiem nie tylko dla Nel?

To nie błąd literówki, w Naszym Raju możemy spacerować na piechotę.; nie ma ograniczeń zabraniających wychodzenia z auta czy z domu.

Lokalne zwierzęta żyją już z ludźmi od kilku pokoleń i wytworzyły unikalną symbiozę.

O ile nie są natarczywie zaczepiane (jak biedny samiec strusia potraktowany zimą 2019 przez młodą Australijkę jako maskotka do gonienia – Struś Pędziwiatr echhhh) ignorują ludzi. Oczywiście spodziewają się także smakołyków (jedzą głównie dostępne na miejscu roślinne prefabrykowane batony albo owoce).

Dokarmianie zwierząt jest dozwolone (lucerna, owoce, warzywa, sprasowane rośliny) także ze względu na fakt, że obecnie przekroczona jest pojemność obszaru co do ilości zwierząt i bez dokarmiania po prostu będą chodzić głodne

Jeszcze raz : dokarmiamy żywnością naturalną.

2x w miesiącu tyraliera naszych strażników ochotników przechodzi przez Park. Notują i publikują statystyki spotkanych w trakcie tego „spaceru” zwierząt. Metoda niezła naukowo bo od lat ta sama. Liczby są imponujące. Ekosystem funkcjonuje w harmonii.

Jednak niestety są też idioci (piszę to z pełną odpowiedzialnością) częstujący nasze zwierzęta hamburgerami i chipsami…

Może to ci wychowani w owianym niechlubną sławą tunezyjskim „zoo” gdzie opiekunowie częstują wielbłądy Coca Colą ku uciesze „odwiedzających turystów” .

U nas podejście jest inne, karmimy, ale świadomie, wiemy czym i jak. Wśród mieszkańców istnieje podział zdań co do kukurydzy – kiedyś temat rozwinę bo ma znaczenie zdrowotne

I tak nasz Raj stara się funkcjonować od już prawie 50 lat…

Węże są, jabłka nie rosną, pokusy małe…

Infrastruktura...co znajdziesz na terenie miasteczka! czytaj dalej
Dla tych, którzy mają obraz dzikiej afrykańskiej wioski odległej kilometry od jakiejkolwiek cywilizacji mam złą wiadomość.
Ludzie postanowili sobie zapewnić także trochę komfortu. Nadal widać Afrykę WSZĘDZIE dookoła, roślinność dzika, zwierzęta półdzikie, zero pól i fabryk, ale…
1️⃣ 6-8 km do autostrady od każdej z dwóch strzeżonych bram wjazdowych na teren
2️⃣ 15 km od pierwszej bramy do drugiej naszej bramy, dopuszczalna prędkość 50km/h !!!! i jest to jedyny asfalt na terenie
3️⃣ 15 km do Miasta, drugie, większe około 25 km
4️⃣ 12 km do najbliższej Bramy Parku Narodowego (Park ma tylko 11 bram na ok 600km granicy z RPA)
5️⃣ 30 km do bramy Krugera w drugą stronę
(z domu idealna pętla na jeden dzień)
Teraz z niewielkim opisem wymienię nasze ZAPLECZE:
1. Stacja benzynowa (ciekawy design dystrybutorów, np. w żyrafę)
2. Dwa sklepy z alkoholem (kolejność wg priorytetów 😉 )
3. 2 supermarkety (takie z poziomu Żabki raczej niż Auchan)
4. Rzeźnik (drugi w jednym z marketów)
5. Rozlewnia wody mineralnej
6. Cukiernia/kawiarnia, z biblioteką
7. Dwa sklepy z materiałami przemysłowymi (raczej codziennego użytku)
8. Sklep z materiałami budowlanymi (w sumie wszystko do budowy domu)
9. Nasz fryzjer (drugi jakoś ostatnio zamknięty…)
10. Dwie firmy ochroniarskie (z wozem strażackim
i ambulansem paramedyka)
11. Cztery agencje nieruchomości (wielu ludzi chce mieszkać w raju)
12. Aquapark (ważne, bo można się pochlapać bez krokodyli)
13. Camping (gdyby ktoś przyciągnął przyczepę albo wolał namiot)
14. Myjnia samochodowa
15. Poczta
16. Sklep z lokalnymi produktami
17. Pomoc drogowa
18. Własna Policja turystyczna
19. Krawcowa
20. Dwie sieci komórkowe (MTM, Vodafon), ale zasięg różnie działa w różnych miejscach
21. Pięć Barów z Restauracjami (albo restauracji z barem – wg potrzeb 🙂 )
– typu Fast Food z GENIALNYM widokiem, chociaż dość aroganckie miejsce 😒 😉
– Niezła kuchnia, w stylu lokalnym i mozambickim
– bar z fast foodem i take away głównie na mecze rugby
– druga restauracja/bar (dla tych, którzy się nie lubią z tymi poprzednimi – regionalizmy lol )
– restauracja z lokalnego lodga udostępniona dla wszystkich
Ceny? Paliwo ok. 4 zł, obiad od 30zł. na osobę. Alkohol jak wszędzie…
W sumie …. Można żyć….
Jak znaleźliśmy Raj? Jak każdy inny… przypadkiem…
ale to już kolejna historia…