Czy o Afryce łatwiej napisać czym jest czy czym nie jest?

Będzie to opinia, subiektywna, własna i na ile tylko to możliwe nieukierunkowana poprawnością polityczną. W żaden sposób nie odnosząca się do uniwersyteckich opracowań i podręczników. Opinia napisana z poziomu obserwacji kilku krajów (afrykańskich i nie tylko) , w których przyszło nam żyć, z poziomu wielu afrykańskich państw które odwiedziliśmy. Może po prostu kolejny wpis z zakresu – pointless blog?

Czyli wstęp…. Jak powstała dzisiejsza Afryka?

Po pierwsze, to nie jeden kraj, to kontynent. Ogromny. Czy da się go sprowadzić do wspólnego mianownika?

Obszar Afryki jest w większości trudno dostępny. Przeszkody to klimat, rzeki, bagna, nadmiernie bujna roślinność, góry itd. itp. Nazwa Sahara mówi sama za siebie. Zamieszkały przez drobnoustroje i zwierzęta (różnych rozmiarów), które od zawsze utrudniały człowiekowi możliwość życia.

Nie , to nie Rzym, to Afryka północna

Patrząc na Afrykę z tej perspektywy staje się oczywiste dlaczego historyczny rozwój północy, na pograniczu z przyjaznym morzem śródziemnym, był tak bliski rozwojowi kultury europejskiej przez setki, jak nie tysiące lat. Grecy i Rzym nie określali Afryki północnej jako coś odrębnego, były to „ich” obszary , wspólnej historii i wielowiekowego współistnienia.

Blokująca dostęp do terenów bliżej równika Sahara praktycznie odizolowała resztę obszaru kontynentu (logistycznie) od rozwiniętej północy.

Potem (po upadku Imperium Rzymskiego) wielowiekowy wpływ Arabów i Islamu spowodował trwałe oderwanie się Afryki (cywilizacyjne) od Średniowiecznej Europy. Mało znanym w Polsce faktem jest to, że to w czasie Renesansu, Afrykę, Królowie Katoliccy (Izabela i Ferdynand) wypędzali zbrojnie z terytorium Europy (dzisiejsza Hiszpania), a nie Europa zdobywała terytoria Afryki. Tak się działo tylko 500 lat temu.

Kalifaty północnej Afryki funkcjonujące na obszarach żyznych ziem dzisiejszego Egiptu, Libii, Tunezji, Algierii, Maroka, Mali itd. zbudowały stabilne struktury państwowe z silną władzą centralną i obowiązującym Islamem. Handel kwitł. Wpływy stopniowo poszerzano. Nie odbyło się bez szkody dla innych, ludzie zamieszkujący tereny zajmowane stopniowo przez Arabów bardziej lub mniej dobrowolnie przenosili się na południe. Ci z południa niżej, za równik i tak szło aż do Przylądka Igielnego.

Proces był dość powolny (setki lat), ale zmienił zasadniczo układ Afryki. Zanim do niego doszło ludzie żyli. Tak, po prostu żyli. Od tysiącleci. W obszarach najłatwiejszych z wielu dostępnych. Tam gdzie słońce nie paliło zbyt mocno, woda pozwalała uprawiać glebę, a nie zalewała wioski na długie miesiące, gdzie moskity (i przenoszona przez nie malaria) nie zabijały większości narodzonych.

Zawsze znalazły się jakieś przyjazne jaskinie chroniące przed lwami, całoroczna rzeka ze świeżą wodą, żyzna gleba, umiarkowane temperatury bez wahań rocznych.

Ludzie tak żyli od 800.000 lat. Mieli rodziny, pracowali, śmiali się i smucili. Często chorowali, szybciej umierali. Nie znali kredytów, globalizacji, reklam i generowania potrzeb. Nie widzieli potrzeby budowania silnych i ogromnych struktur państwowych. Obracali się w kręgach swoich rodzin i współmieszkańców danego obszaru. Samorządy lokalne, można by powiedzieć. Naturalne granice rzek, bagien, gór stanowiły o obszarze ich życia. Czasem większe, czasem mniejsze. Ze względu na gigantyczny obszar kontynentu miejsc odizolowanych starczało dla wszystkich. Izolacja z kolei szybko (kilkaset lat) doprowadziła do występowania różnic genetycznych, językowych i kulturowych.

Model dydaktyczny wioski afrykańskiej. Taka organizacja życia wspólnoty (rozszerzona rodzina) występowała na terenie większości Afryki.

Powstały grupy etniczne. Ale nie powstały (jak w Europie) ścisłe granice. Mapa to szachownica pól należących do ludzi, których łączyła wspólna historia, zwyczaje i kultura, a nie szlabany i przejścia graniczne. Często ludzie znaleźli się w danym miejscu przypadkiem, przenosząc z innego. Przez wiele lat terenu starczyło dla wszystkich. Nawet „parcie” Arabów z północy przesuwało tylko obszar zamieszkiwania, a nie doprowadzało do rozbiorów istniejących państw czy wojen stuletnich.

Zaryzykuję twierdzenie, że w tym czasie (średniowiecze) życie codzienne Afrykanów nie różniło się praktycznie od życia Europejczyków.

Można nawet powiedzieć, że nie znając wieloletnich wojen na całym obszarze, pańszczyzny, bankowości, zobowiązań podatkowych Afrykanie żyli dużo spokojniejszym życiem codziennym niż ludzie Europy. Klimat też odgrywał dużą rolę. Długość życia też była zbliżona. Nasi europejscy przodkowie umierali zazwyczaj około 40. Śmiertelność dzieci wysoka i tam i tu.

Życie takie nie wymagało posiadania wielu przedmiotów. Brak zamiłowania do produkcji przedmiotów właśnie stał się tym co Afrykę i jej styl życia zgubiło. Zwłaszcza do produkowania coraz doskonalszych broni. Rzymskie „ Si vis Pacem, Para Bellum” w karykaturze. Afryka żyjąca w pokoju, nie zrozumiała koncepcji wojny. Zwłaszcza wojny totalnej. I za to przyszło jej zapłacić.

Tak wygląda afrykańska technika zbrojeniowa, krótka dzida wprowadzona była około 1820 roku, do uzbrojenia wojowników Zulu.

Zaczęło się niewinnie. Około 400 lat temu. Od Handlu. Holenderska Kampania Wschodnioindyjska przywoziła statkami dobra niedostępne w Europie. Przyprawy, mozolnie tkane tkaniny, dzieła sztuki Azji opływały brzegi Afryki w dziesiątkach czy setkach żaglowców. Nie zatrzymywały się w Afryce na długo, ot tyle by wytłuc ptaki Dodo (dużo mięsa, spore jaja, idealne na zaopatrzenie załogi) na Mauritiusie, czy założyć punkt wymiany (paciorki na żywność) z lokalnymi w dostępnych dla żaglowców zatokach Afryki. „Zdobywanie Afryki” nie miało sensu. Ani handlowo (nie dotyczy ustabilizowanego handlu na północy) ani gospodarczo. Diamenty jeszcze nikogo nie kusiły, złote bryłki spokojnie leżały w ziemi.

I wtedy nadeszła rewolucja…

Nie, nie jesteśmy jeszcze przy 1917 🙂 Rewolucja przemysłowa. Niby w Anglii i niby w XVIII w. (jakieś 300 lat temu). Będziemy próbowali udowodnić, że to właśnie ten moment w rozwoju cywilizacyjnym Europy zniszczył do reszty Afrykę, zakończył spokojne życie Afrykanów. Co pomijamy w podręcznikach historii to cyniczny fakt. Rewolucja przemysłowa to przede wszystkim produkcja broni na skalę przemysłową. Wcześniejsze samopały, odlewane mozolnie armaty, wykuwane pracowicie zbroje nie mogły stać się narzędziami wojen międzykontynentalnych. Było ich po prostu za mało.

Rewolucja przemysłowa zmieniła wszystko. Nagle dostarczenie 10.000 muszkietów nie było problemem.

Od żaglowców z kilkoma pokładami pełnymi armat do łodzi podwodnych to historyczne mgnienie oka. Dla tych co kochają wojnę totalną po prostu konieczność.

Z tym, że Afryka nie była na liście wysoko. Zaczęto od Ameryk. Od wojen o kolonie amerykańskie (ok 250 lat temu).

Dlaczego? Bo to właśnie łagodniejszy klimat Ameryki (zwłaszcza północnej) spowodował spore zainteresowanie możliwościami emigracji i podboju tamtego obszaru. Afryka w okresie od 1600 do 1750 o tyle brała w tym udział, że dostarczała pierwszych niewolników. Niewielu, liczy się że około 125 do 150.000 w całym tym okresie. Głównie parali się tym Portugalczycy (może wpływ miało niewielkie rozwinięcie przemysłowe Portugalii, może ultrakatolickie myślenie konkwistadorów?) którzy założyli sieć handlowych placówek na dostępnych częściach wybrzeża Afryki (wschodnie i zachodnie)

Fort Jesus, Mombasa, koniec XVI w, Portugalczycy mieli tyle armat, ze nawet jak jakaś spadła to nie była wyciągana (ironia, nie bazująca na prawdzie historycznej, ale pasująca do narracji)

Nic w tym nie było dziwnego, takie czasy. Dla porównania w Polsce około 300.000 ludzi w tym samym czasie popadło w niewolę Krymską . Tak , Polacy też byli w tym samym czasie porywani jako niewolnicy.

Hetmani Polski też byli (przez kilka lat) niewolnikami Chanatu Krymskiego. Z tego okna roztrząsali niezbadane koleje losu. Jednak Polacy niskich stanów traktowani byli jak wszyscy inni niewolnicy i nie mieli wielu widoków na przyszłość …

Handel niewolnikami na zachodnim (potem przeistoczony w transatlantycki) i wschodnim wybrzeżu Afryki trwał od zarania dziejów. Jednak jak widzimy z powyższego akapitu miał do XVII w. postać zbliżoną do tego co działo się w reszcie świata.

Wybrzeże Kenii, w tym domku spędzali ostatnia noc przed załadunkiem na statek handlarzy niewolnicy wyłapani w Afryce równikowej. Ciarki przechodzą po plecach, miejsce krzyczy krzywdą ludzi.

Jednak niewolnicy w Ameryce uzupełniali niedobory siły roboczej, generowali znaczący przychód, budowali podwaliny pod mocarstwowe państwo. Powstał gigantyczny popyt.

I chciwość zwyciężyła. Zapoczątkowano spiralę. Więcej niewolników, większy zysk. Dla wszystkich, handlarzy, szefów wiosek, morskich firm przewozowych, właścicieli kopalń i plantacji na Karaibach i w Amerykach (obu).

Najpierw mocarstwa walczyły między sobą w Amerykach. Francja, Hiszpania i oczywiście Anglia. Potem określiły zasady i skoncentrowały się na zyskach z kolonii amerykańskich.

Ale Ameryka północna kwitła gospodarczo. Poszły za tym większe podatki narzucane przez Koronę, cienka granica pomiędzy lojalnością a chęcią zysku została przekroczona i …. rozpoczęła się wojna o niepodległość USA.

Jaki to ma związek? Powiecie. Gigantyczny.

Gdy wojna o niepodległość uszczupliła podatkowo szkatułę Brytyjską, „inwestycje” w kolonizowanie obszarów które dotąd uznawano za ekonomicznie mało opłacalne poszły pełna parą. Mówimy już o początku wieku XIX, około 200 lat temu. Już po Waterloo, po labilnym pokoju w Europie. Pamiętajmy jednocześnie o królestwach. Europą rządziły (faktycznie) arystokratyczne rody królewskie rywalizujące pomiędzy sobą. Ich oczy spojrzały na Afrykę. Próżność, zwykłe pokazanie się między królewskimi krewniakami przełożyły się na podbój całego kontynentu. Góry dzielono na mapach pomiędzy królami na zasadzie – ty masz taka ze śniegiem (Mt Kenya) ja tez chce (Kilimandżaro). Pewien Król (już teoretycznie kontrolowany w swoich decyzjach przez Parlament) z kaprysu utrzymywał kolonie afrykańską (wbrew ekonomii) bo po prostu wypadało ją mieć w jego kręgach.

Kiedyś decyzje o Afryce zapadały w Berlinie, Londynie, Wiedniu. Teraz często zapadają w pomieszczeniach takich jak to – pokój odpraw lotniskowca.

Makro skala. Makro polityka. Makro nigdy nie zajmowało się pojedynczym człowiekiem, ani wioską, ani państewkiem które nie miało wielu armat.

A tylko takie występowały w Afryce.

Jeszcze ostatni zryw, jeszcze kilka tysięcy nieustraszonych Zulusów wbija krótkie włócznie w czerwone kurtki Anglików (140 lat temu) ale już wynalazek Pana Gatlinga (2 użyto w tej wojnie) zdolny wystrzelić od 200 do nawet 900 pocisków na minutę wprowadza europejski ład.

I tak zapomniano dawną Afrykę. Tak powstała Afryka którą znamy.

Ps. Drodzy czytelnicy… Zdjęcia w artykule, tak jak cała reszta na naszej stronie są wykonane przez nas, w różnym czasie, miejscu, na różnych etapach naszego życia. Celowo zwykle w artykułach ich nie poprawiamy przy pomocy różnych edytorów, podkręcaczy kolorów itp. Dzięki temu widać na nich znak czasu, niedoskonałość. Zawsze jednak zapisywały jakiś moment, nawet jeżeli były pstryknięte na szybko byle czym.