Przyszedł Alert RCB O UPAŁACH, to będzie na temat. 

O piciu alko na wyjazdach motocyklowych i nie tylko.

I o tym, że nie będziesz mi mówił co mam robić…????

Alkohol, upał, wyjazd z ekipą, może motocyklowy? Będzie trudno. Oczy boleć będą od czytania, ego zagrzmi z oburzenia. Bo co? JA się piwa nie napije? JA? To co to za wyjazd!!! A przecież wieczorem to wręcz trzeba !!! Przecież to nie wpływa na pracę silnika… Rano na pewno będę trzeźwy!


Cichutko zapytam – serio?


I już widzę oburzenie. Już to o tym jak świetnie jeździmy i reakcja nasza na moto będzie wspaniała. Ktoś odważył się nam „szarży husarskiej” o alkoholu prawić…

Mieszkamy w RPA, ale mamy duże doświadczenie w podróżach zarówno motocyklem, 4×4. Żeglarstwo i nurkowanie jako bonus… Coś wiemy o dostosowywaniu się do temperatur… I o tym, że do każdej drogi trzeba się dobrze przygotować…


Dlatego nikt, kto dalej nie doczyta nie zrozumie.

Po kolei:


➡️Upał – lato – niby wiadomo, pocimy się, dużo trzeba pić. Nuda, też głupoty tu autor pisze..
To ile to jest DUŻO?
4 litry dziennie. Można 5. Wody. Czystej. Niegazowanej. Minimum. 


➡️I dochodzimy do odwodnień. Bo jest więcej niż jedno…

Są (dla uproszczenia) NARZĄDOWE, TKANKOWE, KOMÓRKOWE.


➡️Tu trzeba zacząć od fizyki albo biologii.
Fizyki nie lubię to zacznę od niej.
Jest ciecz gęstsza, jest ciecz rzadsza, ale muszą sie w sobie rozpuszczać, bo z rtęcią i wodą to się nie skleja. I jest między nimi membrana. Ściana przewodu pokarmowego, sciana naczynia krwionośnego, sciana komórki itd, granica, płot. Wtedy płyny (fizycznie) dążą do tego, by po obu stronach tej błony ich gęstość była taka sama. Czyli – jest wypita woda (czysta), która w jelicie przenika do krwi otaczającej jelito (bo tam jest jej mniej) i „rozrzedza” krew. Do wyrównania, choć tego akurat nigdy nie osiągnie.To dobra sytuacja. Bo woda przejdzie potem do narządów i w końcu do wnętrza komórki. Jak jej za dużo, nery dadzą radę i wyleją nadmiar.
Cały człowiek działa jak trzeba, energii ma kupę (tu też nie ma problemu z zaparciem, bo wody się doda i pójdzie). Mózg działa dobrze nawodniony. 


➡️Teraz dodajmy… upał.
To zacznijmy od utraty wody. Z potem, z oddechem. Czym cieplej tym bardziej ciało „paruje”.
A co my motocykliści robimy (no nie wszyscy)?
Ubieramy (rozbieramy) się ” na zdrapkę”. I tracimy więcej wody przez przewiew. Chyba każdy wie, że pranie szybciej schnie jak wiatrak na niego skierujemy.
Acha, czyli trzeba sie jednak okryć. Trzeba. Dobrze, że kaski mamy obowiązkowe bo z głowy też się sporo wody traci.
Skąd tą wodę ciało bierze? Z tego co wypiliśmy.
Czyli proste – więcej pić, więcej tracić i jest gitara… ???? Chyba jednak coś tu nie teges…

➡️Bo teraz włącza sie biologia, waląc fizykę po rogach. Bo organizmy żywe swoimi membranami do pewnego poziomu są w stanie sterować. Zatrzymać wodę tam gdzie trzeba (przydała by się chyba w mózgu ????), a stracić tam gdzie chwilowo bez niej można się obejść.
I następuje aktywne przesuwanie wody. Od wnętrza komórki, do tkanki, do narządu, na zewnątrz, oraz wg możliwości w drugą stronę.
Ciało robi co może.  Biologicznie.


➡️I tu są dwa aspekty. Czas. Czynniki zewnętrzne. Czas – o ile wodę można stracić w sekundy (wymioty, biegunka), minuty czy godziny (oddech, pot), to wprowadzić ją tam skąd sie wydostała trwa długo.


➡️Jak długo? W warunkach optymalnych (idealnych) woda utracona z wnętrza komórki bedzie się uzupełniać minimum…. 72h – tak, jak rozchwiejemy ilość wody w komórce to jej uzupełnienie potrwa dłużej niż 3 dni❗️W tkankach krócej, ale nie jest to wykład akademicki i mówimy o zasadach ogólnych.


➡️Aby trudniej było praktycznie, organizm nie informuje nas natychmiast o tym, że ma za mało wody. Nastepuje adaptacja przez mobilizację, ale nie ma jasnego impulsu – PIJ! bo robisz sobie krzywdę. Z upływem czasu (kilka dni) powoli wszystko się sypie,  ale tego nie czujemy. Ba, tzw przegrzanie też bedzie częstsze jak komórki i tkanki będą odwodnione.


➡️Zatem jakie są objawy? Niespecyficzne. Osłabienie, zmęczenie, braki w koncentracji. Później nieracjonalne decyzje, aż do halucynacji w skrajnej wersji (tragiczny przyklad z rajdu Dakar). Rozdrażnienie, aż do słownej (fizycznej) agresji. Tym trudniej to rozpoznać, że kładziemy zmęczenie na karb wszystkiego, tylko nie wody. Nie zauważamy, że siku byliśmy tylko 2x dziennie i jakieś takie ciemne było,  kto by się tam w kibelku przyglądał… i jakoś mniej się pocimy…
Adrenalina przygody też ma znaczenie, podkręceni myślimy,  że tak ma być.
Przy kilku dniach czy tygodniu zazwyczaj udaje nam się zatrzymać na jeszcze akceptowalnym przez organizm poziomie. Temat staje się ważny przy długotrwałym upale (tygodnie) albo ekstremalnym wysiłku dzień po dniu. Z tym, że to co dla jednego jest ekstremalnym wysiłkiem,  niekoniecznie jest takie dla drugiego.


➡️Tylko przez świadomość procesu i ciągłe uzupelnianie wody jesteśmy w stanie temu zapobiec.


➡️I teraz do brzegu. To wszystko było bez substancji obcych podawanych organizmowi.
Leki odwadniające będą oczywiste, działają w pewnych chorobach, ale dawka przy upale powinna być skonsultowana z prowadzącym.


➡️Teraz „reszta”. Kawa, cola, mocne herbaty – też przyspieszają utratę wody. Ile razy po ich wypiciu pobiegliśmy „siusiu”?
Cukier… potrzebny energetycznie ale niekoniecznie w formie coli, lepiej coś zjeść i „zapić” dużą ilością wody.

➡️No i doszliśmy do słonia w pokoju…

Alko rozszerzając naczynia zwiększy utratę wody z potem.
Działając moczopędnie zwiększy utratę wody.
„Poprawiając” nastrój zmniejszy zdolność do rozpoznania u siebie objawów utraty wody.
Powodując chwilowe uczucie euforii (zwlaszcza w grupie) spowoduje, że zignoruje się długofalowe skutki.


➡️Nie jest prawdą, że wypity wieczorem nie zostawi śladu rano. Nawet jeżeli limit legalny nie jest przekroczony przez noc powoduje spustoszenie w bilansie wodnym. Powtarzalność codzienna utrwali utratę wody zamiast pomóc się regenerować gdy upał ustaje.

➡️Tu pytanie: czy nie można spokojnie konsumowac alko (także w grupie) jako plan? A jako zupełnie inny inny plan jechać motocyklem, nawadniać się, cieszyć z jazdy, obserwować świat w pełni świadomie ?

➡️Znowu doszliśmy do czasu – jeśli ktoś ma czas (i lubi obie wersje) to może spokojnie to rozdzielić, raz zrobi jedno, raz drugie.
A jak MUSISZ 2w1 to już nie wiem…


Wyjaśniłem ile mogłem i umiałem.

Takie tam doktorskie bajdurzenie….

Aaaa, w Afryce mam regularnie powyżej 35 stopni tygodniami, czyli to nie tylko teoria ????

Trochę o podróżach w upale wiemy, także chętnie o tym opowiadamy…

Zapraszam serdecznie na naszą stronę: https://zyciejakwafryce.pl/