Czyli dlaczego jednak dokarmiamy zwierzęta w Marloth Parku…

Dla tych co nie czytają wszystkich naszych opisów na stronie krótkie streszczenie. Marloth Park to 15km długi na (mniej więcej) 3 km szeroki ogrodzony teren przylegający bezpośrednio do Parku Narodowego Krugera. Graniczy granicą naturalną (rzeka Crocodile River) i płotem Parku z największym zespołem Parków Narodowych Afryki południowej.

Na obszarze tym miała powstać farma, jednak zwyciężyła unikalna koncepcja powstania utopijnego wręcz projektu gdzie ludzie i rdzenne zwierzęta będą żyć ze sobą w harmonii.

Udostępnienie 25% tego terenu zainteresowanym ludziom pod zabudowę domów pozwoliło ściągnąć tylko tych, którym koncepcja życia obok/razem ze zwierzętami rdzennymi dla obszaru przypadła do gustu. Obecnie jest tu około 1000 domów o typie zabudowy jednorodzinnej, wolnostojącej, maksymalnie jednopiętrowej.

Mieszkańców możemy nazwać “inwestorami”, swoje pieniądze przeznaczyli na budowę domów (zgodnie z pewnymi zasadami wspólnymi). Od początku warunkiem była zgoda na brak ogrodzeń, nie wprowadzanie gatunków obcych na ten teren (np. kwiaty, warzywa, psy i koty domowe itd.). Mieszkańcy są zobowiązani do comiesięcznej stałej kontrybucji, która pozwala utrzymać ten projekt. Wielu działa jako woluntariusze w ochronie lokalnych zwierząt, bezpłatnie udostępniając swoją wiedzę i czas. Taka forma pozwala uzyskać pieniądze potrzebne do utrzymania projektu.

Działalność gospodarcza ograniczona jest do minimum, turystyka (apartamenty zamiast wielopokojowych hoteli), niezbędne firmy budowlane, 2 obszary sklepowe.

I zwierzęta. Te, które mieszkały na tym terenie od tysiącleci. Te, które człowiek przez swoje działania na rzecz budowy farm, fabryk itd. stąd kilkadziesiąt/kilkaset lat temu usunął. Wróciły tam gdzie ich miejsce. Z tym, że na tym samym miejscu ludzie wybudowali swoje domy.

Początkowo nawet nie było oficjalnego płotu z Parkiem Narodowym Krugera. Naturalna granica rzeki oddzielała dwa obszary. Park Narodowy Krugera (kategorii Ib lub II wg klasyfikacji Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody – https://pl.wikipedia.org/wiki/Kategorie_ochrony_przyrody_Mi%C4%99dzynarodowej_Unii_Ochrony_Przyrody ) i Marolth Park wymykający się tej klasyfikacji ze względu na zamieszkanie ludzi na jego terenie.

Zwierzęta nie miały o klasyfikacji pojęcia, swobodnie przenosiły się z jednego obszaru na drugi. Ludzie mieszkający wtedy (przed 2004r.) często wspominają słonie przed domami lub lwy ucztujące na środku ich działek. Jednak zdecydowano (głównie ze względu na dydaktyczny charakter miejsc i częste wizyty turystów), że staje się to zbyt niebezpieczne.

Przyjezdni zwłaszcza z miast czy innych krajów nie umieli zachować zasad bezpieczeństwa… Nie jest to coś czego można nauczyć się z ulotki hotelowej. Powstał płot, o którym często pisaliśmy.

Ekosystem Parku Krugera jest jak najbardziej naturalny jak tylko może być. Ogromny (200x400km tylko po stronie RPA) teren nie wymaga działań człowieka żeby funkcjonować samodzielnie. Tam zakazana jest ingerencja. Ma „dawać sobie radę sam”. I daje. Tam nikt nikogo niczym nie karmi. Nie będziemy dalej o tym pisać w tym miejscu koncentrując się na drugiej stronie płotu.

Ten „nasz”, mały (15x3km) obszar nie pozwala na samodzielność ekosystemu. Jak zaznaczyliśmy wyżej kolejnym problemem stają się odwiedzający i ich bezpieczeństwo. Dlatego zdecydowano o kompromisie. Zwierzęta potencjalnie niebezpieczne (hieny, lwy, bawoły, słonie) nie będą tu mieszkać. Jeżeli odwiedzają ten obszar przychodząc z Krugera zachęci się je do powrotu na tamten teren.

Dodatkowo wtedy powstał kolejny przyległy obszar (4x4km) w którym zamieszkały 2 lwy i kilka bawołów, które były rdzenne w okresie wprowadzenia płotu. Nikt nie miał sumienia ich uśpić, no i tak już zostało. Mieszka tam starzejąca się para lwów, potomstwa mieć nie będzie, jak zdechnie z wiekiem, to zastąpi je kolejna – sporo jest w RPA lwów niestety z nielegalnych hodowli szukających spokojnego domu bez krat.

I tak na naszym obszarze nie ma drapieżników w ilości zdolnej naturalnie regulować liczebność gnu, kudu, żyraf, impali, zebr itd. itp. (z wyjątkiem leopardów bo tych po prostu nie ma jak usunąć tak żeby nie wróciły) Nie ma naturalnych mechanizmów, dlatego populacja zwierząt rośnie, głównie ze względu na niską śmiertelność młodych osobników.

I w ten sposób mamy za dużo zwierząt w przeliczeniu na km2. Powstał nierozwiązywalny dylemat.

Albo ingerować bardziej sterylizując, wprowadzając coraz większą kontrolę z roku na rok, otaczać opieką weterynaryjną i de facto zamienić obszar w zoo

Albo… zamienić obszar w fermę dzikich zwierząt, zmniejszać populacje odławiając (de facto zabijając i sprzedając na mięso) nadmiarową ilość zwierząt

Albo… Zaakceptować fakty.

Wybrano (po długich i burzliwych dyskusjach) opcje trzecią. Najmniej „moralnie” szkodliwą. Najbardziej dopasowaną do rzeczywistości. Rozwiązanie na rok 2015 (wtedy mniej więcej zaakceptowane).

Kompromis. Uznano, że goście i mieszkańcy będą mogli dokarmiać zwierzęta. Nie ma co udawać, każdego turystę korciło karmienie, niestety karmili byle czym, głównie pokarmami dla ludzi. Dlatego wprowadzono ścisłe zasady czym i kogo będziemy dokarmiać (np. nie podajemy kukurydzy zebrom z przyczyn zdrowotnych) . Dokarmiać, bo ten obszar naturalnie zabezpiecza około 70% potrzeb żywieniowych. Skąd wiemy? Od 20 lat co 2 tygodnie odbywa się „zliczanie” zwierząt. Metoda byłaby niedokładna (tyraliera woluntariuszy robi 15km spacer i zapisuje co widziała) gdyby nie fakt, że jest taka sama od 20 lat i powtarzalna 25x w roku po tych samych ścieżkach w co drugi piątek. To wieloletnie porównanie tych samych danych pozwala mieć kontrolę nad populacją.

Rozpoczęto detaliczną sprzedaż lucerny, sprasowanych batonów roślinnych i innych produktów, które są naturalnym pokarmem dla rdzennych zwierząt. Produkty te są kupowane przez rolników, producentów mięsa dzikiego – w RPA hoduje się te gatunki podobnie jak u nas bydło czy świnie.

Nasza opinia? Nie ma sprawdzonej metody na to jak pogodzić życie ludzi i zwierząt na jednym obszarze. Konflikt zawsze się znajdzie, w różnych obszarach.

Nie da się jednak wrócić do kniei z czasów przed Chrystusem, czy zabudować wszystkiego fabrykami. Musimy znaleźć złoty środek. Nigdy nie będzie doskonale, ale nasz Marloth Park jest dowodem na to, że są ludzie którzy zaczynają budować podwaliny pod przyszłe pokolenia. Pewnie popełniamy błędy, pewnie coś robimy źle, ale dzięki temu mamy dokoła siebie zwierzęta, które mieszkały tu dawno przed człowiekiem. Dzisiaj w 2021.

Czy to zwierzęta dzikie? Nie wiem. Przyzwyczaiły się do ludzi. Jednych ludzi lubią bardziej innych mniej.

Leżą na jednym podwórku częściej niż na innym. Czy to udomowienie? Mają wybór, mogą mieszkać gdzie chcą. Wolność ich ogranicza nie tyle teren co cywilizacja, poza naszym obszarem farmy ciągną się kilometrami i wolno pasące się na bananach zebry nie są mile widziane….