Piszę ten post z duszą na ramieniu. Wchodzę dobrowolnie na pole minowe.

Chcę dotknąć tematu przy którym przysłowiowe rzucanie czegoś na  wiatrak to nic.

Tematu tak kontrowersyjnego jak tylko temat o ochronie  zwierząt  kontrowersyjny być może.

Tematu, który leży mi prywatnie bardzo na sercu, bo na moim profilu znajdziecie (celowo nie usunięte) zdjęcie stamtąd z roku 2010.

Napiszę o Świątyni Tygrysów. Wat Pa Luangta Bua Yannasampanno.

                I tylko o tej jednej. 

Aby zrozumieć ten temat musimy się jednak cofnąć do świata sprzed koronawirusa,  sprzed Facebooka, sprzed Instagrama. Do roku mniej więcej 1985.

I do zwierząt. Do postrzegania ich przez ludzi w tamtych czasach.

W Polsce upada powoli komuna, niewiele to zmienia w naszym temacie. Notable nadal odwiedzają (lekko już podupadły) ośrodek w Arłamowie. Strzelają do czego się da. Dla „przyjemności”. Aby prawidłowo przyjąć delegację rządową (z dowolnego kraju) ta pozycja jest w menu „polskiej gościnności”. Nie czas dzisiaj wnikać głębiej w przyczyny, trzeba zaakceptować fakty. Tak było. Taki kanon eleganckiego świata funkcjonował. Na Wschodzie i na Zachodzie. Etos mężczyzny macho zapoczątkowany przez opowieści podróżnicze XIXw i potem książki Ernesta Hemingwaya trzymał się mocno.

Nie tylko w Polsce. Znany mi jest osobiście przypadek Polaka, którego w ramach podróży służbowej do Austrii, w latach 60tych, w celu podpisania kontraktu (na produkcję i dostawę jakiś towarów między firmami a nie na szczeblu rządowym)  zabrano na  weekendowe polowanie na kozice w Alpy.

W innych krajach jest jeszcze gorzej. Wycieczka na polowanie do Botswany w 2012 roku zakończona raną, skandalem i w końcu abdykacją Króla Hiszpanii pokazała tylko szczyt góry lodowej. Po tym skandalu już wszyscy uwierzyli, że ex-Król zastrzelił Misia w Rosji 6 lat wcześniej. Nie tylko słonia i bawoły o które cały szum się zaczął.  Co ciekawe był promotorem WWF w tym samym czasie.

Inni wielcy i bogaci wtórowali mu ile mogli. O ile kogoś było stać to walił ze wszystkich luf do wszystkiego. Słoń kosztował 30.000 dolarów,  bawoły mniej . Dla bezpieczeństwa (jak na filmach) mieli zawodowych tropicieli (2000$ za dzień). Ich rolą było odnaleźć  zwierzę, podprowadzić  „myśliwego” i upewnić się , że nie chybi. W Arłamowie opowiadało się o przywiązanych do drzew łosiach, misiach i wilkach do których strzelali Towarzysze z ZSRR. Ale to pewnie tylko propaganda, prawda?

Greenpeace  powstał w latach 70. Dopiero raczkuje. Sam chyba nie ogarnia jako organizacja ile jest do zrobienia. Nie tylko atomowe łodzie podwodne. Cały świat w zasadzie dużo gada o ochronie zwierząt ale nic nie robi.

W Azji strzelanie do tygrysów to zabawa od stuleci. Należało mieć wyszkolonego słonia, kolegę Maharadżę i do roboty. Z biegiem czasu podupadli finansowo Maharadżowie  ze słoniami bojowymi są coraz rzadsi, ale polowanie i tak się da ogarnąć jeepem i kilkoma tropicielami. Rządowe zakazy są mało skuteczne, tygrysy żyją w tak odległych miejscach, że dostęp do nich jest dla zwykłego człowieka praktycznie niemożliwy. Miejscowi policjanci też nie kwapią się do walki z kłusownikami, myśliwymi czy jak ich tam zwać. Wierzą naiwnie, ze pieniądze pozostawione w lokalnych społecznościach pomogą im wyrwać się z biedy.

Już? Mamy wszyscy obraz tego co naprawdę się dzieje? W skrócie. Bezkrólewie. Cwaniaczki zarabiają kasę od wielkich i bogatych. Sam napiwek jest wielokroć większy od rocznej pensji. Policja jest niewydolna.

I tak doszliśmy do 2000.

Nie , nie do roku 2000. Doszliśmy do cyfry 2000 tygrysów. Żyjących na wolności. Szacowanej. Z cyfry 40.000 kilkadziesiąt lat wcześniej.

Rządy oczywiście reagują. Wprowadzają regulacje prawne, zakazy, nakazy. Działają naukowo. Podpisują na forum ONZ. Ogłaszają. Prężą się dumnie podczas sesji fotograficznych. Budżety mają. Dla ministrów, wiceministrów, urzędników, kontrolerów. Strażników.

Tak ,nawet strażnikom parków też coś z tego zostaje. Domyślacie się sami ile. Niewiele.

 Zadęte obietnice państw, a na dole, braki . Braki wszystkiego, zwłaszcza pieniędzy. Kontra sprytni, uzbrojeni w prawników, środki finansowe , kontakty na najwyższych rządowych sferach (dawni klienci) właściciele  wszelkiej maści Safari Hunting Tour of.. …(…… tu wpisz dowolnie lokalizacje z całego świata)

I zaczyna się ruch ekologiczny. Raczkuje. Jest oparty głownie na dobrych chęciach. Szczerych intencjach ludzi którym emocjonalna reakcja nie pozwala zgodzić się na nieszczęście zwierząt.

Ludzi którzy w żaden sposób nie zrozumieli z kim walczą. Z potężnym , bogatym, ustosunkowanym i osadzonym w realiach świata lobby. Ludzi którzy w większości sami na polowaniach byli i ostatnie czego chcą to pozbawić sami siebie tej „rozrywki”. Tak to dinozaury. Wyginą. Ale póki są przy władzy ( a będą jeszcze 20 – 30 lat jak to boomersi) to nic tak naprawdę nie zrobią.

Mnisi buddyjscy są w Tajlandii otoczeni autentycznym szacunkiem

To teraz wróćmy się do roku 1990.

Tajlandia. Kraj głęboko przywiązany do swojej kulturowej odrębności. Tak głęboko, że piszący te słowa nie podejmie się opisu czy oceny.

Jednak dwa aspekty są dla mnie (jako cudzoziemca) widoczne.

Szacunek do Władcy a co za tym idzie do Historii. Niezależności tego dumnego kraju w którym nadal wspomina się szarżę słoni bojowych prowadzoną przez przebraną za mężczyznę żonę Władcy z czasów dawnych.

Mnichów buddyjskich. Otoczonych czcią za swój szczery i głęboki szacunek do życia w każdym jego aspekcie. W Tajlandii nikt nie patrzy na nich jak na korowód bębniarzy, to ludzie otoczeni autentycznym szacunkiem.

I tu nastąpiło spotkanie wszystkich omówionych powyżej czynników.

Młody Mnich ze swoim duchowym przyjacielem

Młody (młodszy przynajmniej  o 25 lat niż teraz) mnich. Przesiąknięty miłością do życia. Tygrys, tez dość młody, który przeciął drogę życia mnicha. Myśliwi, którzy chętnie by go odstrzelili. Naród który ufa mnichom. Przekaz ochrony zwierząt rządu który chwilowo do nikogo (wśród ludności) nie dociera. Filmowe legendy o krwawym bezlitosnym kocim mordercy  (film o lwach The Ghost and The Darkness czyli po polsku „Duch i Mrok”to 1996rok) budują opinie ludzi na całym świecie. Także w Tajlandii. Wiedza? Naukowe podejście u Mnicha? Ale pewnie wiedział, ze zostało już tylko 2000 z 40.000.

I tu będę go bronił. Tego jednego i tej jednej świątyni czy sanktuarium. W całkowitej opozycji do dzisiejszych turboekologów. Do jego decyzji żeby to miejsce otworzyć. Wtedy. W 1990 latach. Bo to on właśnie zareagował. Zbudował coś. Czy się nam dzisiaj podoba czy nie zwiększył w ten sposób świadomość. Zwiększył szanse tygrysów na uniknięcie eksterminacji.

Ale po kolei, nie wyprzedzajmy faktów.

W  latach 90 wiedza, że jest mnich co łazi z tygrysem na smyczy była z gatunku urban myth. Szybko jednak okazało się ze to prawda.  Teren klasztoru był dość spory, tygrys dość łagodny. Mnisi żywili go jak siebie – dietą wegańsko wegetariańską. Wyszli z założenia że jak to dla nich dobre to i tygrys nie będzie narzekał. Suplementy diety dla zwierząt i ludzi wymyślono znacznie później (komercyjnie i powszechnie) Przez kilka lat nikomu nie wadził i nikomu nie przeszkadzał.

I co chwilę ktoś następnego podrzucił. A to znalazł sierotę w lesie (może mu na przykład matkę jakiś Król czy Premier odległego rządu zastrzelił?) albo kupił z głupoty i nie umiał w domu chować.

Mnisi znowu w swojej prostocie je przyjmowali. Mieli coraz więcej. Ich koncepcja opieki była dość ciekawa. Do każdego tygrysa był przypisany mnich. Wspólnie szli przez życie 8 godzin dziennie. Tak chcieli przez 20 lat życia tygrysa. Budowali duchową więź miedzy człowiekiem i „bestią”. Codziennie. Czy to naiwne? Może i tak. Ale analiza podstaw buddyzmu – pięciu skupisk , współzależności (anatmana) i reinkarnacji daleko wychodzi poza zakres tego mojego opisu.

Nuda w pracy? Nie wszyscy opiekunowie to Mnisi

I tu zaczął się konflikt. Z mnogości. Za dużo tygrysów , za mało odpowiednio duchowo  rozwiniętych mnichów. Tygrysy dostały opiekunki/opiekunów. Na pełne 8h dziennie, na 365 dni w roku. Dla lokalnej ludności super miejsca pracy w tym biednym kraju. Oczywiste jest też niedopasowanie mnichów do początku 21 wieku. Zaczynają się zwykłe na linii religia – rząd tarcia. A to sprawozdania nie ma na czas, a to jakiś jest nie wykastrowany, a to ktoś się urodził z nieznanej przyczyny, a to nie ma danych tego kto sierotę zostawił.

Ale dane tego kto zostawił spowodowały by dochodzenie skąd miał. Idąc tym tropem, skoro był uwikłany w polowania (legalne lub nielegalne) i zamiast zabić małego dostarczył to lepiej czy gorzej? Tylko ufając mnichom , ze nie doniosą mógł bezpiecznie zostawić.

Bo jak pisałem wcześniej wydolność policji była… różna?  Kraj walczył wtedy z gangami handlarzy narkotyków. Skutecznie walczył. Złoty trójkąt przechodził do historii . Nie da się walki prowadzić na wszystkich frontach. Ochrona tygrysów była frazesem ale działania były (na razie ) niewielkie.

W opinii Autora około roku 2000 roku funkcjonował roboczy kompromis pomiędzy możliwościami a rzeczywistością.

I co dzieje się dalej? Jak napisałem potrzebni są opiekunowie i jedzenie. Bo to już nie kilka zwierząt, to zaczyna być schronisko gigantyczne.

Pojawiają się pierwszy raz w naszej historii pieniądze. Trzeba ludziom płacić  za pracę przy opiece i karmić tygrysy.

Tu jest PIERWSZY DOWÓD na szlachetność idei.

(przypominam piszę o tym jedynym miejscu)

Żaby też są w chińskich aptekach… 🙁

Turboekolodzy nie zauważyli podstawowego faktu. Mając tyle tygrysów wystarczyło zabijać jednego na miesiąc i żyć jak paniska z około 2.5 miliona dolarów rocznie dochodu (12×200000$). Dla kryminalistów 100% normy. Popyt jest ogromny. Nawet przemyt jest niepotrzebny bo chińska dzielnica w Bangkoku wchłonie wszystko. (zdjęcia własne). Podziemni weterynarze, bazy  DNA dopiero raczkowały, spokojnie się dało system oszukać.  Nielegalny weterynarz? Nie ma problemu, znajdzie się… No chyba rozumiecie sami .

Nie wiem do jakiego leku to się ma przydać 🙁

Można było wybudować klatkę 2×2 metry, zamknąć zwierzę na 24/24 obciąć koszty na wszystkim i zabijać w wieku 2.5 roku jak skóra duża i najbardziej połyskliwa. Witajcie w świecie zbrodni.  Składać sprawozdania, zamknąć teren, nawet komisji nie wpuszczać bez wcześniejszego ustalenia.  Mniej oczu, mniej problemu.

Turyści bawili się z tygrysami tak samo jak z domowymi kotami. Tygrysy nie miały nic przeciw zabawie

Mnisi jednak wpuścili zwiedzających. Kasowali po kilkanaście dolarów za wizytę, utrzymywali z tego siebie i teren. Przypominam : zatrudnieni opiekunowie byli POZA KLATKĄ z KAZDYM tygrysem przez około 8 godzin dziennie. Goście kręcili się pomiędzy nimi (zdjęcia własne). Tak , dodatkowo pobierano opłatę za karmienia i fotografowanie.  Jednak dostęp do „łatwych, lewych” pieniędzy był na wyciągnięcie ręki.

Zwiedzający to tez ciekawa grupa.

Z jednej strony ludzi którzy przyszli tu jak do cyrku – bez przemyślenia, bez wiedzy , bez chęci głębszej analizy. Ale byli tez i inni. Tacy co przyszli na przeszpiegi. Szukali śladów narkotyków którymi podobno szprycowano tygrysy, przemocy, elektrowstrząsów i obszarów z zakazem wstępu. Chcieli udowodnić działania przestępcze.  I turboekolodzy, nastawieni na znalezienie dowodów na poparcie swoich tez.

W tej zagrodzie na osobności zamknięto tygrysa niereformowalnego. Przez ponad rok był własnością kogoś kto o niego nie dbał.

Osobiście objechałem cały teren z zewnątrz. Sprawdziłem, ze zewnętrzny perymetr był zgodny z tym co mogłem obejrzeć wewnątrz. Celowo obszedłem obszar wewnątrz aż do muru. Znalazłem jednego tygrysa w izolacji. Zapytałem. Informacje jaką mi przekazano uznałem za wiarygodną. Był przekazany przez jakiegoś „businessmana” z Bangkoku w wieku około 13 miesięcy. Był już niereformowalny, zachowanie takie same jak u tygrysów które widziałem w zoo na całym świecie, chodził ogarnięty chorobą sierocą po swoim wybiegu (około 100m2) bez jakiejkolwiek chęci interakcji z  otoczeniem. Jego miejsce odosobnienia było z dala od turystów, żeby nie zwiększać jego stresu. Można mu współczuć ale nie był zwierzęciem zaniedbanym. (zdjęcie)

Wszystkie klatki pozostałych tygrysów były w ciągu dnia puste i otwarte. Faktycznie tygrysy były poza nimi przez co najmniej kilka godzin dziennie.  Niemożliwe wręcz wydawało mi się ich interakcje z opiekunami i innymi osobnikami. Małe Tajlandki krzyczące na swoich pupili (50 kg Tajlandki krzyczy na 250kg pazurów i zębów) które natychmiast reagują jak pies na podniesiony głos właściciela.  Zero pieszczot ze strony opiekunów, pozostawione sobie samym w swoim świecie tygrysy leniwym truchtem chodzą z nimi na spacer. Po całym obszarze. Chcą się położyć i polizać sobie łapy to leżą. Czasem blisko drugiego tygrysa a czasem daleko.   Ich wybór. Opiekunka/opiekun  siedzi obok . Smartfonów nie było to z nudów grzebie w piasku patykiem. (zdjęcie)

Podzielisz się wodą z przyjacielem?

Nie są traktowane jak domowe psy i koty. Nie są pieszczone, całowane i macane przez turystów. Mnich czasem podzieli się butelka wody ze swoim tygrysem. (zdjęcie)

Jestem TYGRYS. Ważę jakieś 200kg. Uważasz, że ten karabińczyk wytrzyma jakbym chciał go zerwać? Serio?

Są tak przyzwyczajone do codziennej rutyny, że po prostu znają i akceptują rozkład dnia. Jak to koty śpią do 20h na dobę. Tak, śpią w klatkach. Ale w klatce  nie są przypięte łańcuchem. Łańcuch służy tylko jako smycz. Ma ochronę z gumy, żeby nie odciskać się na sierści. Łatwo jest regulowalny, opiekun może go wydłużyć w ciągu kilku minut rozkręcając 2 śrubki. Wszystkie maja takie same. Odcisków na sierści nie ma, sprawdziłem na każdym którego widziałem (zdjęcia)  

Do spaceru (przypominam 250kg tygrysa prowadzone przez 50kg Tajlandki/Taja) i na czas zdjęć tygrys jest zamocowany do łańcucha. I tu popatrzcie na zdjęcia. Czym jest zamocowany? Kiepskiej jakości szeklą. Sami wiecie, że tym nawet psa się nie utrzyma jak szarpnie. Pęknie i już. Ale tygrysy nie szarpią, bo same też nie są szarpane. Nigdy nie były. Wszyscy dbają, żeby znaczenie słowa agresja było im nieznane.  

Prawdą jest to, że w 2010 roku rząd miał większe zastrzeżenia do zbyt słabej jakości łańcuchów ze względu na bezpieczeństwo ludzi.

Dzisiaj o łańcuchu mówimy (i patrzymy) jak na upodlenie zwierzęcia.

No skoczę kilka razy za piłką. Ale nudne to…

– Tygrysy mają codzienną porcje aktywności. Skaczą, bawią się , wspinają. Nudzi im się po kilku minutach. Jako typowi oportuniści nie widzą w aktywności fizycznej dla samej aktywności żadnego celu. Mogą się chwilę pobawić (zwłaszcza młode do 4 roku życia), poskakać  za piłką na patyku , podejść jeden drugiego w wodnej zabawie. Są do tego zachęcane, ale na pyskach maja wypisane, że niby po co? Wiedzą , że za chwile pójdą na smyczy do osobnych klatek (ok 4×4 m każda) robić to co tygrysy lubią najbardziej. Spać. I dopiero jutro znowu pójdą na spacer, na kilka godzin. Ale w czasie spaceru będą wolały leżeć niż biegać bez celu. Te 20 min traconej energii które są z siebie w stanie wykrzesać codziennie to fotograficzna klatka dla turystów. Tak, niewielka grupa turystów, max 12 osób jest w klatce. Do kolan, jakieś 3x3m. Czyste od zawsze to same zaznaczenie terenu człowieka. Reszta doliny i staw na końcu są placem zabaw. Dla ponad 20 tygrysów. Przez tą chwilę, aż im się znudzi. Jak się znudzi to nie będą reagować na żadne zachęty do zabawy.

Znacie to z obserwacji domowych kotów?

Turyści mają wstęp tylko na 4h w ciągu 24h. Zdjęcia indywidualne tylko 2h na cały dzień. Mają mieć spokój w pozostałym czasie.

To jest domestykacja. Proszę mnie dobrze zrozumieć. Nigdy tego nie popieram i nie popierałem.

Ale jeszcze raz . Poza tymi murami zostało tylko 2000. Nikt nie wie w okolicach roku 2005 czy i te 2000 nie zostanie wytrzebione do zera przez kolejne 5 lat. Fakty na wtedy mówią że jest to możliwe. Kłusownicy i myśliwi wygrywają wtedy wojnę z ochroną środowiska na wielu frontach.  Tu są przynajmniej bezpieczne od kuli i sideł , mieszka ich prawie 200.

Idealnie nie jest, ale żyją.

I właśnie w tym momencie wszystko zaczyna się rozłazić.

Ogarnięci płomieniem walki ze wszystkim i wszystkimi turboekolodzy zaczynają swoje akcje wyzwolenia tygrysów. Pobudki są słuszne, ale czysto idealistyczne.

Jest rok 1999. Zaczynają się donosy i skargi. Organizacje pro – zwierzęce piszą do rządu regularnie. Pisze się łatwo. Wylewa hektolitry hejtu i błota. Zatroskane Amerykanki (te z przeciwległego bieguna od zwolenników polowań) Azjatki, Europejki i Australijki piszą kilometrowe listy oburzenia. Mężczyźni też piszą, ale statystycznie jest ich mniej.

Po chwili wszyscy mają tego dość. Rząd nie do końca wie co z tym zrobić , wysyła pierwsza i druga kontrolę. I wiecie co? Wnioski są jakoś podobne do moich. Idealnie nie jest. Są uchybienia formalne w przestrzeganiu przepisów. Nie stwierdzono znaczących zaniedbań.

Turboekologom to za mało. Pozywają Mnichów do Sądu. I sąd w 2004 roku wydaje wyrok. Idealnie nie jest. Przestępstwa nie ma. Są niedopatrzenia. Poprawcie . Odczepcie się od nich.

Takie tłumaczenie z tajlandzkiego na polski.

Wtedy już rusza akcja na pełną skalę. Tworzy się i buduje Internet. Gdzie można znaleźć lepsze miejsce niż tu poparcia dla „biednych kotków”

Wtedy właśnie mają miejsce 2 wydarzenia.

Powstają kolejne klony pomysłu na całym świecie. Ale już nie da się przy najszczerszych chęciach znaleźć tam altruizmu. To czyste zoo, komercyjne, nastawione na brutalne zyski. Albo Fasady kryminalistów, utrzymujące tuziny zwierząt egzotycznych z „dotacji” do których nie da się dojść i udokumentować.  ZOO które mają po 50 odwiedzających rocznie (każdy płaci 50$ za bilet) i utrzymują na stałym etacie 50 pracowników. Trudno odsiać ziarno od plew. Oczywiście zdjęcia, karmienie i jak najbardziej podobna nazwa do oryginału. Czym większy bałagan w nazewnictwie tym łatwiej ukryć prawdziwe cele.

A drugie wydarzenie to moja tam wizyta. Człowieka który wjeżdżając do Świątyni w 2010r ma wiedzę z tego wstępu.

I widzi. A oczy ma dobre. 

Sierść gładka, zadbana, ani śladu odcisku.

Widzi coś co działa. Czemu bardzo niewiele potrzeba, żeby osiągnąć ostatni etap – program ponownego wprowadzenia zwierzęcia do środowiska naturalnego.  Bo w takim przypadku można by tygrysa po tygrysie stąd wyprowadzać. Przez lata. Bo tyle to trwa.  Kompromis nie dotyczyłby wszystkich ale to zaczyna być osiągalne. I nie widzi kryminalistów…

A potem Świat i Internet przyspiesza

16 różnych organizacji turboekologicznych się jednoczy. Czy w celu współpracy z mnichami, rządem i dla dobra tygrysów które na tą chwilę są i  żyją (na pewno nie idealnie) ale przynajmniej bezpiecznie? Czy po to, żeby rozpocząć wspólny proces przebudowy tego miejsca w ciągu kilku lat zgodnie z nowoczesną nauka i wiedzą o ochronie środowiska?

Ależ skąd .

Łączą się w celu żeby to zniszczyć. Rząd Tajlandii ma już dosyć skarg, wiecznych spraw sądowych, oszczerstw i oskarżeń o brak działań. W 2016 roku na wniosek tej genialnej szesnastki wysyła wojsko i siłą zabiera tygrysy ze świątyni.

16 organizacji obtrąbia sukces na skale światową, dziękują swoim wyznawcom i natychmiast rzucają się w kolejny bój o cierpiące z nadmiaru żarówek świetliki z puszczy amazońskiej.

Tygrysy w klatkach wywozi wojsko, zdjęcia obiegają świat. Euforia.  Koniec ich tragedii.

Czy aby na pewno?

Ciąg dalszy nastąpił …

Okazuje się ze byli ludzie jak ja, ludzie którym cos w tym obrazku nie pasowało. Rozdźwięk między tym co sami widzieli a jak się to skończyło.

Dziennikarze BBC we wrześniu 2019 przeprowadzili swoje śledztwo – ponad połowa z  (87 ze 147) „uratowanych” dorosłych tygrysów zdechła.

https://www.bbc.co.uk/news/world-asia-49712765

Okazało się, ze nikt z organizacji walczących o zamknięcie świątyni nie zaproponował żadnej profesjonalnej czy finansowej pomocy w dalszej opiece nad nimi. Rząd Tajlandii stanął przed logistycznym i finansowym wyzwaniem któremu po prostu nie mógł sprostać. Wiedzy było też niedosyt, jasne było od początku, że tygrysy do swojego miejsca się po prostu przyzwyczaiły, nie rozumiały i nie chciały relokacji.

Na całym świecie powstały  mniej lub bardziej nielegalne „zoo” podszywające się pod zamknięta świątynie, Ci co doczytali tutaj rozumieją, że kryminaliści natychmiast zwęszyli okazję . Oczywiście klonowali nazwę, reklama przestępcom  jest niezbędna.

Czym większe zamieszanie wokół  miejsc które opiekują się zwierzętami w sposób tolerowalny (w obszarze szerokiego kompromisu) tym przestępcom łatwiej. Tym większy również krzyk.

I tyle – nie piszę tego tekstu o innych miejscach. To Ci co mają na ten temat wiedzę własną niech się wypowiedzą. Nie pisze o świecie AD 2020. Nie piszę o tym jak jest dziś. Nie w tym tekście. Pisze tylko o roku 2010 i mojej wizycie.

Fajnie tak z kolegą w wodzie pobaraszkować

To teraz kilka  FAKTÓW i czemu świadczą one o niewinności mnichów (w mojej opinii)

W czasie najazdu w 2016 lodówkach znaleziono 40 zamrożonych małych tygrysów – FAKT.

Jednak interpretacja to już fejk. Po badaniach wyszło, że były w zamrażarce przez okres od kilku miesięcy do 5 lat. Czyli idąc tropem „myślenia” turboekologów  przestępcy trzymają zamrożone aktywa (bo zdechły tygrys więcej warty jest w kawałkach niż żywy) przez pięć lat? Serio? To gang Olsena czy co?

A może przez myśl mnicha szanującego życie nie może przejść pozbycie się zwłok? Może nie wie czemu zdechły i rozpaczliwie szuka odpowiedzi? Cóż byłoby prostszego niż przemielić je i dać innym tygrysom do zjedzenia? Gdyby zacieranie śladów było motorem działań mnichów tak by się stało.

Obroty świątyni sięgały 2mln dolarów rocznie  tuz przed jej zamknięciem. Tyle miało kosztować jej utrzymanie. Kwota dość realna bo siła robocza jest tania.   I co 40×150 tysięcy $ (wartość czarnorynkowa „części” dzieci tygrysich, skór , czaszek, kości itd )  czyli 6 milionów $ leży w lodówce i PRZESTEPCY z tego nie korzystają?

Chińska Apteka w Bangkoku

Odległość do targu chińskiego w Bangkoku to 3h spokojnej  jazdy samochodem. Tam popyt na części tygrysów jest gigantyczny ze względu na bogatych turystów z Chin. I co Przestępcy nie wiedzą o tym? (zdjęcia własne z targu)

Znaleziono kilka amuletów u przeora z kości tygrysów. Nie umiem znaleźć linku do dokładnej ilości. W to akurat wierzę. Jak pisałem powyżej  Buddyści mają skomplikowany sposób rozumienia reinkarnacji, częścią ich religii są amulety. Niektóre powinny być (historycznie) z kości dzikich zwierząt. Najwyższą cenę osiągają te których twórcami są niektórzy mnisi. Na targach są dosłownie tysiące „kopii prawdziwych”  czy „prawie oryginałów”. Czyli z przestępczego punktu widzenia przerobienie tygrysów na amulety w ilościach hurtowych byłoby opłacalne? Byłoby. Także bardzo łatwe. Byłaby chłodna kalkulacja i warsztat produkcji na miejscu albo gdzieś. Z tym ,że nie było dużej podaży na targach i warsztatu na skale przemysłową rząd nie znalazł.  A szukał.

Fakt, że przeor kilka amuletów miał nie jest niczym niezwykłym. Jakby zrewidować każdego mnicha w Tajlandii toby pewnie też miał. Taka religia. Postawie ryzykowną tezę, mnich wierzący w moc swojego amuletu nie wykona go zabijając w tym celu zwierzęcia. To byłoby w całkowitej logicznej sprzeczności z istotą amuletów i buddyzmu.

Farbowanych mnichów z innych krajów zostawmy na boku w tej dyskusji. W Tajlandii każdy rozpozna prawdziwego mnicha od imitacji po 2 tyg. kursie wieczorowym buddyzmu w Internecie.

I na koniec takie  FAKTY

W 2016 przed najazdem było sobie  147 tygrysów.

Do  2020 ponad połowa z nich (86) zginęła po akcji rządu .

Wniosek?

Upewnij się, że lekarstwo nie jest gorsze od choroby

Nie krzycz – zamknij!  zniszcz ! jeśli nie masz realnego planu co zrobić ze zwierzęciem któremu pomagasz, planu na lata. Zwierzę to nie zabawka. Wiele tu jest aspektów…np.: wiedza i finanse.

Bądź realistą – świat przestępczy jest bardziej cyniczny, ma lepsze zaplecze, więcej środków i wpływów niż wszyscy aktywiści razem. Działaj mądrze, biorąc to pod uwagę. Czasem lepsze jest wrogiem akceptowalnego kompromisu.

Dziękuje za uwagę.

Możecie się zgodzić lub nie. Ja lubię pragmatyzm i skuteczne działania.

 Tak , uważam, że czasem wymaga to kompromisu.  

 Tak, też bym chciał, żeby świat był piękny i naturalnie dziki.  

Z tym, że taki nie jest.