Patrząc na temat z polskiej perspektywy zwyczajnie nie mamy aż tylu zwierząt wokół tym bardziej drapieżników. Ludzie jednak musieli żyć z nimi na jednym terenie np. z wilkami. Rolnicy musieli chronić swoje uprawy i hodowle.

Wyobraźcie sobie, że macie kawałek pola, jakąś krowę, trochę kur i z rodziną musicie za to przeżyć. Historycznie krowy i kury w gospodarstwach traktowane były jak skarb, bo dzięki nim człowiek był w stanie przetrwać i nie umrzeć z głodu. Prosty rolnik na polowania nie chodził…chciał zasadzić…wydoić i modlić się żeby plony były. Myślicie, że w Afryce było inaczej? Ludzie tam też żyją i ich punkt widzenia był podobny. Aby dodać do tematu podłoże historyczne, podaję link do artykułu o tym jak ludzie kiedyś budowali coś co można nazwać strukturą ważności. Materiał wisi na naszej stronie (w zakładce “Ciekawostki Czarnego Lądu zatytułowany O ROLNIKACH, BUSZMENACH I LWACH : https://zyciejakwafryce.pl/afryka/
Dotyczy właśnie buszmenów i tego jak radzili sobie ze stadami lwów wokół. Całe to barbarzyństwo sprowadziło się oczywiście do pokazówki kto tu rządzi. Gdyby jednak ktoś chciał się oburzyć na tą niegodziwość, odpowiem sloganem…ŻYCIE TO WALKA…Wyobraźcie sobie, że życie w buszu wśród dzikich zwierząt również. Każdy chce przetrwać jak najdłużej.

Bardzo często my <Życie jak w Afryce> powtarzamy, że zwierzęta próbują nam wejść do domu, przekroczyć granicę, sprawdzają ile im wolno. Powtarzamy również, że będą próbowały, bo TAKA JEST ICH NATURA: https://bit.ly/34mwnjc Tym samym wracając jednak do lwów, należy zadać sobie pytanie, czy gdyby buszmeni nie stosowali takich środków i nie występowali z pozycji siły…to czy lwy przekraczałyby właśnie ową granicę.

Powiedzmy, że będzie im się opłacało również sprawdzić, czy przez kontakt z człowiekiem są w stanie coś uzyskać. To tak jak z wyżeraniem przez dzikie zwierzęta ze śmietników. Zawsze spróbują jeżeli będzie taka możliwość. Prawda jest też taka, że lwy w naszej okolicy na brak żywności nie narzekają. Zwierzyny jest mnóstwo i polowanie nie stanowi problemu.

Niestety jesteśmy przesiąknięci filmowym wizerunkiem krwiożerczego, drapieżnego kota, który rzuca się ludziom do gardeł. Sprawę trzeba jednak uprościć, bo lwy nie są aż tak skomplikowane i nie knują między sobą jakby tych ludzi w końcu wszystkich pozagryzać. Już w poprzednim artykule napisałam, że LWOM SIĘ POLOWANIE MUSI OPŁACAĆ.

Przede wszystkim oszczędzają energię. Spójrzcie proszę na swojego kitka na kanapie i pomyślcie czy będzie mu się opłacało ruszyć tyłek żeby stereotypowo jak na kota przystało-pójść na myszy polować. Nie poniży się bo od pańci albo pańcia dostanie porcję świeżutkiej karmy. Tak owszem zdarza się, że koty domowe polują na myszy albo ptactwo, a potem przynoszą trofea prosto na próg albo kolana swojego właściciela, żeby się pochwalić, ale to jest inny atawizm. My tu na razie mówimy o głodzie i chęci przetrwania. Lew tak jak każde dzikie zwierzę musi rozważyć sytuację, w której się znajduje pod kątem opłacalności i bezpieczeństwa. Przypominam, że dzikie zwierzęta do lekarza nie chadzają. Nawet lew może zostać poturbowany i okaleczony w trakcie polowania.

Jak miałabym określić stosunek lwów do ludzi, to powiedziałabym żartobliwie: jeżeli zdarzy się komuś przechodząc nadepnąć na ogon śpiącemu lwu, potknąć się o niego i wylądować praktycznie na talerzu, to jakby Wam powiedzieć…pewnie się zainteresuje, ale musicie zrozumieć tą sytuację z punktu widzenia zwierzęcia. Dlatego np. w parkach narodowych (tutaj przykładem jest Park Narodowy Krugera, za naszym płotem) turyści mają zakaz wychodzenia z samochodów w trakcie jeżdżenia po terenie, po to aby lwom “na ogon nie nadepnąć”, czyli np. nie wpaść na sytuację, w której akurat jakieś stado będzie przygotowywało się do polowania i nie stać się potencjalnym posiłkiem. Może to brzmieć przerażająco, ale zrozummy naturę zwierzęcia, które właśnie poluje. Umówmy się, że nie zdarzają się sytuacje aby lwy polowały intencjonalnie na ludzi. Zdarza się jednak, że człowiek wejdzie im w drogę. Dosyć istotna kwestia, o której przed chwilą napomknęłam to sposób spędzania większości czasu przez lwy…a dosłownie przesypiania. Lwy najczęściej spotyka się kiedy leżą gdzieś w okolicy swojej zdobyczy. Najadły się, albo jeszcze niektóre dojadają…i znowu leżą. Potrafią się położyć też na środku drogi, bo tak akurat im wygodnie.

Z logicznego i praktycznego punktu widzenia antylopa, bawoły…stanowią lepsze bo większe dla nich kąski. Pamiętajcie, że lew się musi także za swoim posiłkiem nabiegać, więc tylko i wyłącznie z tej perspektywy…lepiej jeżeli ten posiłek będzie większych rozmiarów i zasyci na dłużej. Bez względu na to o jakich drapieżnikach rozmawiamy…moim skromnym zdaniem…ZWIERZĘTA NIE SĄ LUDŹMI ZBYTNIO ZAINTERESOWANE. Lwy czasami łba nie podniosą na widok człowieka.

W odpowiedzi jednak na pytanie JAK TO JEST U NAS ZORGANIZOWANE?, wrócę przede wszystkim do informacji zawartych w poprzednim artykule na temat lwów, w którym opisywałam tak naprawdę teren, na którym się to wszystko odbywa: https://zyciejakwafryce.pl/dzikie-zwierzeta-wokol-nas-czyli-zycie-jak-w-afryce/

Generalnie my mieszkańcy Marloth Parku nie czujemy się zagrożeni ze strony lwów, czy to tych, które przychodzą do nas “zza płotu” czy tych, które rezydują na miejscu(o tym innym razem!). Po pierwsze jesteśmy do ich obecności przyzwyczajeni. Po drugie lokalne służby rejestrują obecność dzikich kotów w różnych miejscach i informują o tym na bieżąco jak w artykule: https://bit.ly/2JTfZgE . To samo robi nasza wewnętrzna Policja. Ludzie nauczyli się żyć w towarzystwie dzikich zwierząt. Dostajemy na bieżąco informację, gdzie w danym dniu widziany był lew z prośbą o ostrożność i nie spacerowanie po zmroku. Dziękuję…Czy ludzie uciekają wtedy w popłochu? Otóż nasza mentalność jest nieco inna. Jesteśmy “posikani” ze szczęścia i cieszymy się jak dzieci bo lewki przyszły…Zwróćcie uwagę na komentarze pod artykułem:

https://www.facebook.com/wildheartwildlifefoundation/posts/2064793243626376

My każdej nocy słyszymy ryk lwów i jesteśmy w stanie rozpoznać czy to są lwy na naszym terenie czy są gdzieś dalej “za płotem”. Często zdarza mi się budzić i nasłuchiwać tego dźwięku bo to jest naprawdę niesamowite doświadczenie. To jakby pod Waszym domem spacerowały jelenie, wilki albo niedźwiedzie. Taki kontakt z matką naturą to jest przeżycie, które zapiera Ci dech w piersiach. Ludzie, którzy są naszymi sąsiadami, tak jak my-są w Marloth Parku z wyboru. My wybraliśmy świadomie to miejsce do życia i dla nas przebywanie z tymi zwierzętami jest wręcz iluminacją, dowodem na istnienie czegoś dzikiego i pierwotnego. Lew jest przecudnym, królewskim symbolem naturalnej siły. Zrozumie do końca tylko ten, kto miał z tym majestatycznym zwierzęciem kontakt. Możecie nas nazywać bandą wariatów…ale my chcemy to miejsce utrzymać takim jakie jest i chcemy aby za 100 lat te zwierzęta biegały tam nadal…